Certyfikat czy zdrowe kolana? - trochę refleksji o praktyce asan... - Joga u źródeł

Certyfikat czy zdrowe kolana? – trochę refleksji o praktyce asan…

joga u zrodel

Oto mula bandhasana na zdjęciu wykonanym 10 lat temu. Nie jest to jeszcze finalna wersja tej pozycji, która polega na tym, że stopy podwijamy pod siebie i ostatecznie na nich siadamy, czego na szczęście nigdy sobie nie zrobiłem.

Tę pozycję w swoim życiu wykonałem tylko jeden raz — właśnie w chwili, kiedy było robione to zdjęcie. Wykonanie jej poprzedzone było kilkoma godzinami intensywnych ćwiczeń na kursie nauczycielskim. W tamtym czasie moja praktyka jogi polegała w dużej mierze na fizycznej praktyce asan, które wykonywałem prawie codziennie.

Szybka regeneracja oraz efekty ciągłego wzrostu sprawności sprawiały, że dużo eksperymentowałem z trudnymi pozycjami, takimi jak eka pada sirsasana, eka pada raja kapotasana czy wspomniana ze zdjęcia mula bandhasana.

Szybko zacząłem się jednak zastanawiać, co daje mi osiąganie pewnych zakresów ruchu i czy przypadkiem nie robię sobie przy okazji krzywdy. Doszło nawet do tego, że odmówiłem wykonywania mulabandhasany przy kolejnej okazji na kursie, argumentując, że to pozycja, w której wykręca się kolana.

Moje krytyczne podejście spowodowało, że kilka razy mało nie wypadłem z tego kursu… Cóż — chyba ostatecznie wolałem mieć zdrowe kolana niż ten certyfikat.

Z czasem coraz częściej zacząłem się zastanawiać: po co mi ta noga za głową i po co ja w ogóle praktykuję jogę? Moje wątpliwości podsycały również wypowiadane przez prowadzących mnie nauczycieli hasła mistrza Yody z „Gwiezdnych Wojen” — „Do or do not — there is no try” — które w kontekście praktyki jogi są moim zdaniem bardzo szkodliwe.

Po tych 10 latach mogę z pewnością powiedzieć, że moje krytyczne myślenie uratowało mnie przed wieloma kontuzjami, które mógłbym sobie zafundować w dobrej wierze, podążając za głosem nauczyciela, a nie swoim. Bardzo przykro jest mi to dziś przyznać.

Praktyka jogi od początku stanowiła dla mnie wsparcie, osadzenie w sobie i rozwój. Rozumiem ją raczej jako stan umysłu, a nie kształt ciała. Jeśli wykonywałem jakąś pozycję, to bardzo chciałem wiedzieć: po co ją robię, jak działa i jak należy ją właściwie wykonywać.

Świadomość tego, czym jest asana w kontekście jogi, dodatkowo zachęca, aby się nad tym zastanowić.

Wracając jednak do mulabandhy — badania biomechaniki jasno wskazują, że pozycje z głęboką rotacją uda oraz mocnym zgięciem kolana mogą prowadzić do przeciążeń i uszkodzeń. Nie są to na pewno pozycje dla każdego.

Większość osób, które chcą wykonać tę pozycję, musi rozciągnąć więzadła w kolanach, co nie jest dobrym pomysłem. Kiedyś, przy okazji konferencji naukowej we Wrocławiu, prof. Sat Bir Singh Khalsa zapytany o rozciąganie więzadeł w tej pozycji i sens jej wykonywania odpowiedział, że to jest „tradycja jogi”.

Na szczęście okazuje się, że działanie i bezpieczeństwo wielu asan uważanych za klasyczne (czyt. XX wiek) jest dziś dobrze udokumentowane i potwierdzone naukowo. Możemy zatem śmiało korzystać z dobrodziejstw jogicznej gimnastyki.

Zdaję sobie sprawę, że sama pozycja mula bandhasana jest dla tych nielicznych, którzy są w stanie ją osiągnąć po długich latach praktyki i bardzo możliwe, że czerpią oni z niej coś ponad fizycznego — o czym ja w tej refleksji nie wspominam, ponieważ nie zajmuję się ezoteryką.

Myślę jednak, że zawsze warto zastanowić się, po co wykonuję daną pozycję, jakie działanie ma ona na mnie wywrzeć i jaka jest moja motywacja, aby ją robić.

Asany są narzędziami, a nie celem samym w sobie. Używanie narzędzi wymaga świadomości ich działania, zrozumienia ich wpływu na nas oraz tego, że samo nazwanie jakiegoś kształtu asaną nie znaczy jeszcze, że dobrze na nas zadziała.

Narzędzi jest bardzo wiele i możemy wybierać spośród nich te, których naprawdę potrzebujemy, a inne pominąć. Analogicznie — to, że dentysta ma do dyspozycji 20 wierteł do borowania zębów, nie znaczy, że musi ich zawsze wszystkich używać.

Dlatego tak ważne jest rozumienie właściwości asan i dążenie do tego, aby ich użycie dopasować do danej osoby, poprzez modyfikacje, jeśli wymaga tego sytuacja.

Żadna sekwencja asan nie jest dogmatem. Nie jest nim również żadna asana. Idealna asana nie istnieje — a jeśli już mielibyśmy coś tak nazwać, byłaby to pozycja dopasowana do indywidualnej jednostki, skrojona na miarę.

Można być silnym i elastycznym, ale trzymanie się za wszelką cenę książkowej techniki, która upycha wszystkie figury w kwadratowe ramy, jest sztywnością poznawczą — a na taką sztywność nie możemy sobie pozwolić 😉

Życzę Wam kochani owocnej i bezpiecznej praktyki.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz